Jak rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem?

Prawdziwe bieganie zacząłem dopiero po ukończeniu 30 lat, kiedy to przypadkowo usłyszałem w tv o Maratonie Warszawskim. Impreza miała odbyć się za trzy miesiące. Na tamtym etapie życia miałem dłuższą przerwę od biegania. Bałem się wyjść na większy trening, dlatego na początku biegałem wokół domu.

Po miesiącu wyszedłem na ulicę z zamiarem przebiegnięcia 15 km – po tym treningu ledwo wróciłem do domu. Początek był bardzo ciężki, ale powoli zwiększałem intensywność treningów i po upływie kolejnych dwóch miesięcy pojechałem do Warszawy na swój pierwszy maraton.

Było bardzo źle, dużo ciężej niż na treningach i właśnie to mi się spodobało. Od tamtej chwil zacząłem biegać maratony. Po wzięciu udziału w ok. 50 imprezach tego typu wystartowałem w swoim pierwszym ultramaratonie na 100 km.

Mój pierwszy ultramaraton

Na mój pierwszy ultramaraton na dystansie 100 km namówili mnie starsi koledzy z Augustowa. Pojechaliśmy zimą do Sławna nad morze. Zupełnie nie znałem taktyki biegania ultramaratonów i nawet moje treningi nie były wystarczająco długie, by zabłysnąć na finiszu. Przyznam, że mało brakowało, a byłbym na mecie ostatni. Ta porażka i cierpienie przez 11 i pół godziny jeszcze bardziej mnie zmotywowały.

Kolejnej zimy chciałem odpowiednio przygotować się do 100-kilometrowego biegu w Gdańsku organizowanego przez Przemka Torłopa, który przebiegł już dobre 600 maratonów. Postanowiłem, że ostatniego dnia roku pojadę pociągiem do Terespola, a gdy wybije północ, wystartuję w samotnym biegu przez Polskę. Tym sposobem po ośmiu dniach byłem we Frankfurcie nad Odrą.

Po miesiącu postanowiłem, że przebiegnę od morza do Tatr. Wtedy wystartowałem z Jastrzębiej Góry, a po dziewięciu i pół dnia dobiegłem na Krupówki w Zakopanem. Na drugi dzień, wraz z równie szalonym przewodnikiem górskim weszliśmy na Giewont — było to w lutym.

Po powrocie do domu i około 10-dniowym odpoczynku pojechałem do Gdańska na moją drugą stówę. Tym razem biegowe wyprawy przyniosły oczekiwany rezultat. Po 8 godzinach stanąłem na podium. Wtedy zrozumiałem, że nikt nie rodzi się mistrzem, tylko się nim staje dzięki ciężkiej pracy!

Spartathlon 246 km z Aten do Sparty 

Spartathlon bardzo przypadł mi do serca, do tego stopnia, że cztery razy ukończyłem bieg, a dwa razy zszedłem z trasy. W 2007 byłem drugi w Open jak na Ultrabalatonie ( temat Ultrabalatonu będzie przewijał się jeszcze na blogu – nie tylko za moją sprawą 🙂 ).

Na tym biegu poznałem najlepszych ultrabiegaczy świata i oni poznali mnie, od strony bardzo ekstremalnej.
W 2007 byłem drugi na mecie bez serwisu z zewnątrz, bez trenera i bez obozu treningowego Szklarska Poręba.

W 2007 prowadziłem do 195 km – na mecie umarłem, ale odżyłem :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.